[2019] MILCZĄCA OFIARA - CAROLINE MITCHELL #49


Oryginalny tytuł: Silent Victim
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Liczba stron: 354
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data premiery: 04.03.2019r. 

Jako wielbicielka thrillerów psychologicznych, nie mogłam przejść obojętnie obok marcowej premiery Zysk i S-ka, czyli ,,Milczącej ofiary'' Caroline Mitchell. Pomijając okładkę, która jest bardzo klimatyczna, moją uwagę przykuły ostatnie słowa jej opisu, czyli ,,(...) zakopane przez nią przed laty zwłoki zniknęły. Grób jest pusty.'' To także nakierowanie, na czym w dużej mierze opiera się książka.

Główną bohaterką jest Emma, czyli spełniająca się żona i matka. Prowadzi przy bliskich normalne życie, ale za tym ukrywa się coś strasznego, o czym oni  nie koniecznie powinni się dowiedzieć. Bo co by się stało, gdyby dowiedzieli się w jednej chwili, że pod dachem mieszkają z morderczynią? Emmę można śmiało tak nazwać, patrząc na jej historię i to co się wydarzyło lata wstecz. Skrywana prawda ciągnie się za nią na każdym kroku, ale prawdziwym ciężarem i powodem do przerażenia staje się fakt, że któregoś dnia w grobie przez nią wykopanym, nie ma ciała. Nie ma praktycznie nic, jest zwyczajnie pusto. Tak jakby nigdy nic się nie stało. 

,,Martwi przecież dochowują sekretów''

Człowiek nie mógł zmartwychwstać. Ktoś odkrył jej największą tajemnicę? A może to tylko zły sen? Gdzie jest i co stało się z ciałem? Gdyby tego było mało, kobieta zostaje zmuszona do przeprowadzki, ze względu na awans jej męża. To jedna z najgorszych opcji w życiu Emmy. W takiej niezrozumiałej sytuacji wyprowadzka? Kiedy nie wiadomo gdzie szukać zaczepienia, a kłamstwo może szybko się ujawnić? Strach oblewa nie tylko bohaterkę, ale powoli może dotykać także czytelnika.

Ta książka w niektórych momentach staje się pełna pytań bez odpowiedzi. Jest klimatycznie, a nawet robiło się niekiedy mrocznie. Tajemnica i kłamstwo stają się idealną parą, przeplatając się nawzajem. Jednak najbardziej w niej ceniłam pokazywanie przez autorkę przeszłości w formie kilku roczników. Jesteśmy w lekturze na pograniczu kilkunastu lat. Akcja mimo, że toczy się współcześnie, nie raz zawraca do 2002 roku, gdzie Emma była jeszcze w czasach szkolnych. Później zaczynają się coraz częściej pojawiać wspomnienia i wszystko dochodzi do 2017. 

Dodatkowo jest to przedstawione z różnych perspektyw. Nie przepadam za takim sposobem kierowania historią, bo zwyczajnie się gubię w bohaterach, ale tutaj Caroline udało się mnie wciągnąć w akcję i nie miałam wcale problemów z odnalezieniem się. ,,Milcząca ofiara'' chyba inaczej nie miała by takiego sensu, jaki ma dzięki tej formie. Było to ciekawe doświadczenie czytania książki z punktu widzenia kilku osób, zwłaszcza Luke'a, który opowiada o swoim życiu i tym co działo się długo przed jego zamordowaniem, czyli choćby o nienormalnych relacjach nauczyciel-uczeń, ale też sprawczyni, czyli Emmy i jej bijących się myśli. Poza tym, co interesujące, pojawił się dokładniej jej mąż, co do którego miałam mieszane uczucia. Z jednej strony coś mnie ciągnęło w jego stronę, ale zarazem był nijaki jako postać i średnio podobało mi się jego wykreowanie, nie wyróżniał się szczególnie w tej książce.

,,Wiatr porywa moje słowa, jak gdyby nie wierzył w ich szczerość''

Podejrzenia gonią podejrzenia, dziwne i niepokojące sytuacje coraz częściej występują w życiu Emmy i z każdym powrotem do przeszłości jest jej coraz ciężej. Oprócz tego okazuje się, że kobieta ukrywa więcej niż się wydawało z początku. Przez to ponownie jest możliwość poznania lepiej Alexa, czyli jej małżonka, który się o nią martwi i widzi, że coś nie gra. Ale czy kiedyś  pozna jej sekrety i czy w ogóle byłby gotowy na takie ciosy? Niektóre rzeczy mogą szokować, powodować, że człowiek nie jest w stanie znaleźć sobie miejsca i to było poniekąd w książce Caroline Mitchell. Jednak muszę się przyczepić do czegoś, niestety.

Mimo że ,,Milczącą ofiarę'' czytało mi się szybko, akcja wcale w takim tempie się nie rozgrywała jak myślałam przed lekturą. Była dość wolna, ale przyznam, że mi to nie przeszkadzało. Nawet budowało to napięcie, bo powoli śledzimy losy każdego bohatera. To absolutnie nie było problemem. Dla mnie był nim styl pisania autorki. Wydał mi się dziwny, nawet nie wiem jak to nazwać. W sensie, czułam jakby to była jej pierwsza książka, wiem, że to nie tylko moje odczucie. Może faktycznie tak jest? Szczerze mówiąc, nie zagłębiałam się w to już. Ale to tylko mały minusik, sam całokształt książki mi się podobał, więc mogę przymknąć oko.

W ,,Milczącej ofierze'' rządzi okrutna przeszłość i sekrety, wykańczające psychicznie bohaterów. Jest klimat, niekiedy mrok i pytanie, co autorka jeszcze nam zaserwuje. To powodowało, że naprawdę wciągałam się w tę książkę i chętnie w nią brnęłam. 

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Lubię takie książki z sekretami, które ja, jako czytelnik, muszę odkrywać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny tekst. Jak widać, książka aż kipi od starych sekretów, które ciągną za sobą mroczną smugę. Zwrócę uwagę na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń